Gra zbiera dość mieszane recenzje. Jedni chwalą ją za rozbudowaną fabułę, świetny klimat i kilka innowacyjnych rozwiązań, inni wręcz przeciwnie. Uznają wymienione argumenty za lekką bolączkę omawianego tytułu. W branżowych podsumowaniach najnowszy BioShock plasował się wysoko na listach najlepszych gier roku, jak i co ciekawe, wśród największych rozczarowań 2013.
BioShock: Infinite to FPS z elementami rozwoju postaci, osadzony w pierwszej połowie XX wieku. Wcielamy się tu w rolę Bookera De Witt, enigmatycznego najemnika, który w zamian za skasowanie długów hazardowych zgadza się przyprowadzić swemu wymuszonemu pracodawcy dziewczynę imieniem Elizabeth. Aby tego dokonać bohater musi udać się w nieznane uzbrojony jedynie w pistolet i zdjęcie poszukiwanej. Po kilku minutach spędzonych w latarni po środku oceanu wsiadamy do kapsuły, która tym razem kieruje się w górę.
Z głową w chmurach
![]() |
Columbia robi wrażenie od pierwszych do ostatnich minut |
Pierwsze kroki, jakie przyjdzie nam stawiać w Columbii są
niesamowitym doświadczeniem. Wznoszące się wśród chmur miasto wygląda dokładnie
tak jak powinno, powiem więcej: kreatywność twórców przeszła moje oczekiwania.
Otoczenie przemawia do nas na każdym kroku. Lokacje, jakie przyjdzie nam
odwiedzać, są świetnie zaprojektowane. Budynki poruszają się na latających,
luźno połączonych ze sobą podestach. Dookoła pełno zieleni, a całe miasto
skąpane jest w ciepłych kolorach wschodzącego słońca. Niejednokrotnie,
szczególnie na początku gry, łapałem się na oglądaniu krajobrazów rysujących
się gdzieś na horyzoncie. Ponad to nie uświadczymy tu wrażenia sztuczności.
Większość „wysp”, które szybują gdzieś dookoła naprawdę przyjdzie nam
odwiedzić. Mimo takiego umiejscowienia kolejnych fragmentów miasta lokacje są
niezwykle różnorodne. Znajdziemy tu plaże, z kawałkiem morza spływającym w dół
tworząc ogromne wodospady, usiane płatkami kwiatów, wodą i świecami świątynie,
dzielnicę przemysłową pełną różnego rodzaju sprzętów i hut, czy na przykład
slumsy, zapuszczone gdzieś na niższych poziomach niebiańskich wysp. Pomiędzy
lokacjami bardzo często poruszamy się na specjalnych szynach, które przypominają
trochę jazdę na kolejce górskiej. Ten świetny patent dodaje walkom dynamiki i
nieprzewidywalności. A do tego doskonale umila rozgrywkę.
Columbia sama w sobie symbolizuje opowiadaną przez grę historię. Nie mamy tu
typowego powielania schematów. Tytuł stawia na emocje, niespodziewane zwroty
akcji oraz dojrzałą opowieść traktującą o naturze człowieka i jego postrzeganiu
dobra i zła. Całość wieńczy do tego niezwykle satysfakcjonujące zakończenie,
które wymusza na graczu niemałą refleksję i doskonale wieńczy opowiadaną przez
grę historię. Misje poboczne ograniczają się do znajdywania ukrytych schowków z
uzbrojeniem, przez co bardzo szybko przestałem się nimi interesować, goniąc za
świetną główną fabułą.
![]() |
Zatańczysz? |
Największą nowością i powiewem świeżości dla serii okazała
się jednak nasza wirtualna kompanka, czyli wspomniana wyżej Elizabeth, która
towarzyszy nam przez większość czasu. Dziewczyna jest świetnie zaprojektowaną i
konsekwentnie poprowadzoną postacią, do tego podróżując z nią, nigdy nie mamy
wrażenia że właśnie wykonujemy misję eskortową. Elizabeth nie przeszkadza, powiem więcej, gra bez niej wydaje mi się teraz niemożliwa. Dziewczyna
potrafi ukryć się podczas walki, otwierać niedostępne dla nas zamki,
odszyfrowywać tajne wiadomości oraz zdobywać cenny ekwipunek i amunicję, które
podrzuca nam podczas starć. Dysponuje też nadnaturalnymi umiejętnościami
pozwalającymi jej otwierać wyrwy do alternatywnych światów, przez co nieraz
przywoła na pole walki jakąś maszynę bojową lub ścianę za którą moglibyśmy się
ukryć.
Elizabeth trudno więc nie polubić, również ze względu na dobry voice acting, który towarzyszy nam przez całą grę.
Z dna oceanu nad chmury
Klimatycznie również jest bardzo bardzo dobrze. Columbia okazuje się nie być aż
tak idealnym miastem, jak mogłoby się to wydawać na początku. Wśród mieszkańców
bogatych dzielnic dominują rasiści propagujący ideę niewolnictwa. Na czele
fanatyków stoi rzekomy prorok, rządzący twardą ręką Zachary Comstock, który
jest swoistym odpowiednikiem Andrew Ryana z Rapture, jeszcze bardziej bezwzględnym
i szerzącym propagandę wymuszającą oddawanie mu niemal boskiej czci. W
podniebnym piekiełku tylko grupa ekstremistów z Vox Populi zdaje się
przeciwstawiać słowom szalonego proroka, jednak gra traktuje ich wątek marginalnie i jest on nieco rozczarowujący,
gdyż mamy tu do czynienia z typowym niewykorzystaniem potencjału.
Elizabeth trudno więc nie polubić, również ze względu na dobry voice acting, który towarzyszy nam przez całą grę.
Z dna oceanu nad chmury
![]() |
Orzeł czy reszka? |
Drugi rzut oka
![]() |
Walka mimo uproszczeń wciąż sprawia sporo frajdy |
Dostaniemy do dyspozycji sporą liczbę pukawek, śrutówek i karabinów, wszystkie wyglądają znakomicie i różnią się między sobą, jednak w przeciwieństwie do poprzednich części tu możemy mieć dostęp do zaledwie dwóch rodzajów broni jednocześnie, co bardzo szybko wymusi na nas używanie na zmiany karabinu bojowego i granatnika lub wyrzutni rakiet. Mniej więcej od połowy gry, zaopatrzony w tenże sprzęt zupełnie ignorowałem pojawiające się nowe zabawki, które po kilku strzałach okazywały się nie dorastać do pięt sprzętowi zdobytemu wcześniej.
Na szczęście mamy tu do czego strzelać, gdyż rodzajów przeciwników jest całkiem sporo. Przez co bardzo szybko będziemy zmuszeni do opracowania unikalnej taktyki przeciw każdemu z nich. Wszyscy wyglądają świetnie, są niezwykle klimatyczni i posługują się różnymi rodzajami broni i wigorów. Mamy tu strażników strzelających z karabinów, różnego rodzaju machiny i wieżyczki,
![]() |
Za ojczyznę! |
strażaków rzucających ognistymi fireballami, a nawet wielkie ciężko uzbrojone
stalowe podobizny Jerzego Waszyngtona, rzucające podczas walki propagandowymi
rymowankami.(WTF?) Odpowiednikiem Tatuśków są tu Handymani, czyli starsi ludzie
zamknięci w wielkie stalowe zbroje dla lepszej produktywności.
Trochę szkoda, że poziom niektórych starć jest niezwykle nierówny. Gra śrubuje poziom walk do irracjonalnych wręcz poziomów przy samym końcu, gdzie chcąc szybko poznać odpowiedzi na pytania musimy przedzierać się przez dziesiątki ciężko uzbrojonych przeciwników i bossów, wcześniej idąc przez kolejne poziomy niczym ciepły nóż przez masło.
Trochę szkoda, że poziom niektórych starć jest niezwykle nierówny. Gra śrubuje poziom walk do irracjonalnych wręcz poziomów przy samym końcu, gdzie chcąc szybko poznać odpowiedzi na pytania musimy przedzierać się przez dziesiątki ciężko uzbrojonych przeciwników i bossów, wcześniej idąc przez kolejne poziomy niczym ciepły nóż przez masło.
Podsumowując...
BioShock: Infinite to świetna kontynuacja świetnej serii i chlubny wyjątek w świecie gier z często banalną fabułą., Mimo kilku błędów i nieco kulawego względem poprzednich części gameplayu, byłem niezwykle usatysfakcjonowany rozgrywką. Czasem trochę nierówną, z kilkoma przydługimi walkami i irytującymi bossami, jednak wciąż dającą sporo satysfakcji. Jeśli w grach szukasz fabuły i emocji, to jest to tytuł dla ciebie, jeśli nie - na rynku jest sporo lepszych strzelanek, z bardziej rozbudowaną mechaniką. Klimat, fabuła i najpiękniejsze lokacje, jakie przyszło mi oglądać w grach komputerowych to esencja BioShock: Infinite. Jestem pewien, że kupię kolejne DLC, bo już zapowiedziano kontynuację losów Columbii w Rapture, tym razem zaludnionym!
Plusy:
+ Fabuła
+ Klimat
+ Przepiękne miasto
+ Postacie
Minusy
- Wydaje się okrojona
- Niedoróbki
- Nierówna
- Gameplay trochę nie dorównuje historii
Ocena
9/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz