Są gry, które mimo sporej ilości
niedoróbek i błędów są w stanie dorównać najlepszym tytułom,
głównie dzięki wielkiemu sercu i pasji, jaką w produkcję
wkładają często niedoświadczeni, twórcy. Fenomen gier indie
pokazuje nam dobitnie, że do stworzenia czegoś dobrego wystarczy
kilka świetnych pomysłów i niezwykła determinacja potrzebna do
ukończenia żmudnego procesu produkcji. To właśnie w takim małym
studiu narodziła się seria, która przez kilkanaście najbliższych
lat miała dostarczać tytuły, które w pewnych aspektach do dziś
wyznaczać mogą światowe standardy. Seria Gothic, bo o niej mowa,
wprowadziła do gatunku masę świeżych rozwiązań, zyskując tym
samym szczere grono oddanych fanów, głównie w Polsce, Niemczech i
Rosji.
Żeby było jasne, fanem Gothica
jestem odkąd skończyłem 9 lat. To właśnie od Górniczej Doliny
zaczynałem moją przygodę z RPG-ami, która to jak się okazało
miała trwać jeszcze długo, długo później. Zakochany w
niesamowicie klimatycznym i świetnie wymodelowanym świecie z
pierwszych gier z zażenowaniem obserwowałem destrukcyjną dla marki
politykę wydawcy. JoWood po przeforsowaniu na Piranha Bytes decyzji
o przedwczesnym wydaniu Gothic 3 (gry w dniu premiery nie dało się
nawet ukończyć) konsekwentnie zarzynał serie tworząc tragiczny
Zmierzch Bogów oraz przeciętną do bólu Arcanię. W końcu studio,
oderwane od toksycznego wydawcy mogło spokoju zająć się nowym
tytułem, który miał zatrzeć kiepskie wrażenie po niedopracowanym
Gothicu 3 i na nowo zjednać sobie fanów sprawdzonymi rozwiązaniami.
Ale czy dał radę?
Risen, bo tak zwie się najnowsze dziecko
Piranii, to taki Gothic w nowej skórze. Mroczne fantasy i gotyckie
zamki zastąpiła tu kolorowa tropikalna, lecz również
niepozbawiona klimatu wyspa. Sama Faranga to nic innego, jak
Khorinis, nieco odświeżone, z palmami zamiast wielkich iglastych
drzew. Mamy tu opactwo Świętego Płomienia, (taki odpowiednik
Klasztoru Ognia), miasto portowe, oraz najem... znaczy bandytów,
którzy wraz ze swoim charyzmatycznym przywódcą ukrywają się w
swym obozie na bagnach. Każdy, kto grał w drugiego Gothica, od razu
zauważy liczne podobieństwa. I tak to w Khorinis stacjonowali
Paladyni, którzy to przybyli z kontynentu wprowadzając stan
wyjątkowy, tutaj mamy Inkwizycję powielającą schemat, tyle że
zamiast magicznej rudy, której w Risenie nie uświadczymy, biali
rycerze zajmują się badaniem tajemniczych wynurzających się z
podziemi ruin. O ile takich przypadków kopiowania poprzedniej części
można znaleźć w grze więcej, o tyle dotyczą one jedynie samego
tła zupełnie nowej opowieści. A ta, dzięki kilku drobnym
zabiegom, zbliża się bardzo do pierwszego, najlepszego fabularnie
Gothica.
![]() |
Popiołak, czyli odpowiednik Gothicowego Cieniostwora. |
W grze kierujemy oczywiście Bezimiennym, i muszę
zmartwić wszystkich, którzy w tej chwili pomyśleli o naszym starym
dobrym skazańcu z Górniczej Doliny. Nowego herosa z poprzednim
łączy jedynie imię, a w zasadzie jego brak, oraz przemożna chęć
rozwiązywania problemów każdej napotkanej osoby. Sam bohater,
niezależnie od wybranej ścieżki rozwoju wydaje się jednak nieco
bardziej sarkastyczny i trochę ciekawszy. Na tym podobieństwa w
kreowaniu postaci się nie kończą, gdyż tutaj na wzór pierwszych
Gothiców przywrócono model trzech stronnictw, do których nasz
bohater może, a w zasadzie musi się przyłączyć. Do dyspozycji
mamy tu wspomagających się czarami wojowników z Inkwizycji,
pełnoprawnych magów z klasztoru, oraz bandytów – myśliwych
Estebana. Dołączenie do wybranego stronnictwa otwiera przed nami
sporą liczbę nowych questów, zamykając tym samym drogę do zadań
przygotowanych na potrzeby innych gildii. Takie rozwiązanie sprawia,
że w grę ma się ochotę pograć kilka razy, sprawdzając ścieżki
i zadania poszczególnych frakcji. Również sam rozwój bohatera
uzależniony jest w dużej mierze od gildii do której należy. Taki
mag, czy wojownik Inkwizycji nie znajdzie nikogo, kto będzie w
stanie nauczyć go mistrzowskiej walki mieczem, łukiem lub toporem.
Bandyta, dla którego to chleb powszedni, może jednak zapomnieć o
korzystaniu z magicznych kryształów bojowych, o runach już nie
wspominając. Sam system walki stworzony został o niebo lepiej niż
w trzecim Gothicu, przez co same potyczki do końca pozostają
wymagające, a szalone nawalanie w przycisk odpowiedzialny za atak
kończy się śmiercią postaci. Takie rozwiązanie sprawia, że chce
się wypróbować każdy rodzaj oręża napotkany w grze.
Warto
jednak zająć się chwilę samą wyspą, na której przyjdzie nam
spędzić sporo czasu. Faranga jest piękna, doskonale wymodelowana i
po brzegi wypełniona zawartością. Cały obszar gry zaprojektowano
z ogromną dbałością o detale, przez co brak tu generowanych
losowo fragmentów terenu. Tego typu konstrukcja poziomów sprawia,
że cała wyspa pełna jest ukrytych przedmiotów, miejsc i skrótów
pozwalających na pokonanie większej odległości w krótkim czasie.
Wiąże się z tym niestety jedna z wad gry. Mapa, mimo iż świetnie
zaprojektowana wydaje się być zbyt mała, jak na obecne produkcje.
Większość lokacji zwiedzimy już w drugim rozdziale, a pozostały
nam czas spędzać będziemy w interesujących, jednak dość mocno
zamkniętych podziemiach. Podobnie sprawa ma się z zadaniami
pobocznymi, bo po świetnym początku i masie zadań do wykonania w
poszczególnych rozdziałach gra nagle przestaje dawać nam questy
poboczne, przez to w czwartym rozdziale okazuje się, że zadań
opcjonalnych nie mamy już wcale, a jedyne na czym może skupić się
nasz bohater to główny wątek fabularny, który na szczęście jest
bardzo dobry.
Udźwiękowienie spełnia swoją rolę, a
grafika prezentuje się bardzo dobrze, szczególnie doskonały system
dnia i nocy oraz po raz kolejny świetnie zaprojektowane niebo.
Problemem okazują się być modele postaci, które wyglądają
szkaradnie. Są do bólu powtarzalne i nieestetyczne, jednak dzięki
umiejętnej budowie świata ten problem nie przeszkadza tak bardzo,
jak choćby w Wiedźminie. Przy bliższym zastanowieniu można nawet
dojść do wniosku, że te paskudne powtarzające się modele i tak
biją na głowę wyzbyte z charakteru postacie z ogromnego Skyrima.
Aż strach pomyśleć jak dobrą grą byłaby produkcja Bethesdy,
gdyby przy uwiarygodnianiu świata zechcieli uczyć się od
pierwszego Gothica lub nawet Risena.
![]() |
W grze znajdziemy kilka
błędów i niedoróbek, jednak są one drobne i nie przeszkadzają
zbytnio w rozgrywce. Broń noszona przez bohatera na plecach często
zdaje się przenikać przez strój, a samej postaci przy siadaniu na
krześle zdaje się towarzyszyć niewidzialna poduszka. Nijak to w
rozgrywce nie przeszkadza, a z pewnością jest to krok w dobrym
kierunku, bo na tle takiego Gothica 3 nowy Risen prezentuje się
niezwykle solidnie.
Jeśli pierwsze części Gothica
przypadły wam do gustu, to zdecydowanie polecam wam ten tytuł.
Piranie znowu pokazały, że kilka dobrych pomysłów i doskonale
wymodelowany, wiarygodny świat jest w stanie przyciągnąć do
ekranu i pozwolić wybaczyć drobne niedoróbki. Jeśli jednak fanem
przygód pierwszego Bezimiennego nigdy nie byłeś, wątpię by ta
gra pomogła Ci zmienić zdanie. Jak dla mnie - bardzo udany powrót
do korzeni i pełnoprawny Gothic, który na czas, związanego z
licencją, zamieszania wybrał się na tropikalne wakacje.
Ocena:
Plusy
+ Klimat
+ Powrót do
sprawdzonych rozwiązań
+ System walki
+ Niezwykła
nieliniowość w początkowej fazie gry.
+ Niezła
fabuła
Minusy
- Wyspa trochę za mała
- Mało zadań
pobocznych
- Lekko uproszczona
- Mniejsza od Gothic 2
8,5/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz