
Po lekko wtórnym względem poprzednich
części Revelations, marka Assassin's Creed powraca z nowym
bohaterem, okresem historycznym i silnikiem. Czy dźganie z ukrycia i
wspinanie się po dachach w czasach amerykańskiej wojny o
niepodległość jest lepsze od przygód Ezia i jego wiernej grupki
asasynów? Wreszcie, czy nowy silnik i mechanika gry przynoszą
powiew świeżości nieco skostniałej serii?
Assassin's Creed
3, to podobnie, jak poprzednie odsłony cyklu gra akcji, osadzona
jednocześnie w dwóch okresach historycznych, XXI i XVIII wieku.
Główny bohater gry, asasyn i jednocześnie barman o imieniu
Desmond, korzystając z maszyny zwanej Animusem jest w stanie
odczytywać zapisane w kodzie swojego DNA wspomnienia przodków.
Wybór tym razem padł na młodego Indianina z plemienia Mohawków,
imieniem Rotohanneke:ton, którego w skrócie nazywa się tu
Connorem. Desmond, z pomocą przyjaciół znanych z poprzedniej
części musi powstrzymać
nieuchronną zagładę, jaką na ludzkość
sprowadzić ma Słońce, a odpowiedzi dotyczące tego, jak to zrobić
ukryte są gdzieś we wspomnieniach Connora. Tym razem jednak nasz
współczesny bohater nie ograniczy się do długiego przesiadywania
w Animusie. Kilka razy samemu ruszając na niebezpieczne misje będzie
musiał postarać się w praktyce wykorzystać wszystkie zdobyte
dzięki Animusowi umiejętności.
![]() |
Niestety epicka bitwa z jednego ze zwiastunów wygląda tu zupełnie inaczej |
W grze przez większość
czasu kierujemy jednak tym drugim bohaterem, czyli Connorem Kenwayem,
który po kilku tragicznych wydarzeniach wyrusza ze swej wioski w
poszukiwaniu ukazanego mu przez ducha symbolu Asasynów. Muszę
przyznać, że sposób w jaki zawiązano tu fabularne supły mocno
mnie zaskoczył. Po pierwszych zwiastunach gry spodziewałem się
raczej kolejnego, wyeksploatowanego do granic możliwości motywu
zemsty. Ten oczywiście się pojawia, jednak nie jest główną
motywacją samego protagonisty, i o ile samo rozwiązanie początkowo
wydaje się nieco dziwne, to patrząc na nie w kontekście całej
historii ma sporo sensu i jest dobrze uwarunkowane scenariuszem. Sam
Connor, dzięki możliwościom nowego silnika wspina się znacznie
płynniej, korzystając przy tym z zupełnie nowych zdolności.
Pierwszy raz w historii serii możemy poruszać po drzewach, i muszę
przyznać, że o ile samo ich rozmieszczenie jest podejrzanie
korzystne dla naszego zabójcy, o tyle bardzo urozmaica to
wspinaczkę. Connor może wreszcie również chować się w
zaroślach, gwizdać , zwracając uwagę wrogów, czy wreszcie
ogłuszać przeciwników. Zmianom uległ także system walki, jest
nieco bardziej wymagający i płynny, jednak wciąż polega głównie
na wciskaniu, tym razem dwóch różnych przycisków odpowiedzialnych
za kontry. Wprowadzenie broni palnej również wymusiło kilka
istotnych zmian, przez co sama walka daje znacznie więcej
satysfakcji. Za te zmiany twórcom należy się olbrzymi plus.
Wracając jednak do bohatera, wszyscy fani Ezia, którzy liczyli na
postać zbliżoną charakterem do charyzmatycznego włoskiego
szlachcica, muszą tu przełknąć gorzką pigułkę. Connor jest
niemal zupełnym przeciwieństwem niegdysiejszego mistrza asasynów,
a samo poczucie humoru w jego przypadku praktycznie w ogóle nie
istnieje. Od początku kurczowo trzyma się on górnolotnych idei, a
na
przestrzeni czasu gry, jego naiwność i wiara w czynione przez
siebie dobro zostają wystawione na ciężką próbę. Jako główny
bohater sprawdza się nieźle, jednak przy dłuższym obcowaniu z grą
ma się wrażenie, że jest to postać o nieco ciekawszej historii
niż osobowości.
![]() |
Potyczki morskie bywają na prawdę escytujące |
Tego samego nie możemy zarzucić drugiemu
z bohaterów gry, którym kierujemy w początkowych etapach
rozgrywki. Haytham, bo tak się nazywa, jest ojcem Connora i jedną z
najciekawszych postaci, w jakie dane mi było wcielić się w grze
komputerowej. Ciężko jest jednak powiedzieć o nim coś więcej nie
zdradzając fabuły, mogę jednak podpisać się obiema rękami pod
stwierdzeniem, że gra z nim w roli głównej mogłaby być o wiele
lepsza.
Assassin's Creed po raz kolejny świetnie nagina
fakty historyczne. Tym razem, wybierając okres ogółowi
społeczeństwa znacznie bardziej znany, twórcy zmuszeniu byli
jeszcze lepiej uwiarygodnić historię Haythama i Connora w
kolonialnej Ameryce. Scenariusz świetnie wykorzystuje ciekawostki i
niedopowiedzenia historyczne, przez co od początku do końca raczeni
jesteśmy zawartością, która teoretycznie mogłaby zaistnieć na
kartach prawdziwej historii. Podchodząc do tej produkcji obawiałem
się jednak wybielonego wizerunku młodych Stanów Zjednoczonych i
samych ojców założycieli. Nic takiego jednak się nie stało, a
Ubisoft udowodnił po raz kolejny, że do swojej pracy podchodzi
poważnie, starając się w miarę naturalnie i przede wszystkim
wiarygodnie przedstawiać postacie historyczne. A jest ich tu co
niemiara; Jerzy Waszyngton, Samuel Adams czy Edward Braddock to tylko
niektóre z nich. Bohaterowie nie są jednak czarno-biali, jak często
ma to miejsce w przypadku produkcji osadzonych w czasach
amerykańskiej wojny o niepodległość i doskonale współgrają z
historią opowiadaną na ekranie.
Od strony fabularnej nowy
Asasyn spełnia swoją rolę dość dobrze i to nie tylko dzięki
wspomnianym wyżej faktom i postaciom historycznym. Opowieść jest
długa, sposób jej opowiadania złożony, a zakończenie wątku
związanego z Connorem satysfakcjonujące. Niestety, nie można
powiedzieć tego samego o współczesnych wątkach Desmonda, które
to zostały po raz kolejny potraktowane po macoszemu. Również samo
jego zakończenie pozostawia wiele niedosytu i wciska nam naprawdę
kiepski,i mocno rozczarowujący finał. Przyznam szczerze, że po
zwieńczeniu trylogii spodziewałem się czegoś lepszego. Na
szczęście główną rolę gra tutaj Connor, więc kiepski wątek
współczesny można jakoś przełknąć skupiając się na
wydarzeniach rozgrywanych w Animusie.
Poza wykonywaniem
głównych zadań, polegających często na śledzeniu i
podsłuchiwaniu ludzi związanych w ten czy inny sposób z
Templariuszami, gra oferuje nam masę pobocznych aktywności. Możemy
polować na dzikie zwierzęta, mniejsze lub większe, szukać
ukrytych tu i ówdzie skarbów, rabować konwoje, rozbudowywać osadę
i sprzedawać sporządzone w niej towary. To właśnie ta ostatnia
opcja zasługuje tu na więcej uwagi. Wraz z postępem gry stopniowo
staną się dostępne nowe misje rekrutacyjne, dzięki którym Connor
będzie w stanie namówić różne osoby do zamieszkania w wiosce
nieopodal posiadłości Davenporta. Wszystkie misje związane z
naszymi osadnikami są interesujące, do tego łączą się w jedną,
osobną linie fabularną dla całej wioski. Misje związane z
mieszkańcami opłaca się wykonywać, gdyż dają one dostęp do
większej ilości materiałów, które możemy w niej wytworzyć, a
co za tym idzie, sprzedać wysyłając je do miasta w konwojach
morskich i lądowych.
![]() |
Zima, śnieg po pas i oblodzone drzewa to prawdziwe utrapienia dla asasyna |
Podobnie jak w poprzednich częściach,
przejmujemy tu kontrolę nad bractwem asasynów, co pozwoli nam
szkolić rekrutów i wysyłać ich na misje w całej Ameryce
Północnej. Tym razem, jednak twórcy poszli o krok dalej dając
naszym zabójcom charakter i powód, dla którego walczą u boku
Connora. W każdej większej dzielnicy miejskiej są bowiem ludzie,
którzy mają dla nas kilka zadań i gdy już uda nam się je
wykonać, to ta zajmowana do tej pory przez templariuszy część
miasta zostaje wyzwolona, a nasz zleceniodawca przyłącza się do
nas. Takie rozwiązanie naprawdę mi się podoba. Zadania są
ciekawe, a charakter naszych zakapturzonych pomocników sprawia, że
bardziej się do nich przywiązujemy. Każdy z rekrutów daje nam
dostęp do nowej umiejętności, zastępując tym samym znanych z
poprzedniczek złodziejów, najemników i kurtyzany. Do odwrócenia
uwagi, walk i kradzieży dochodzą jednak zupełnie nowe zdolności,
jak na przykład sposób na wtapianie się w otoczeniu strażników,
w którym to dwóch asasynów przebranych we wrogie mundury prowadzi
związanego Connora przez kolejne posterunki. Niestety, nie wszystko
działa tu idealnie. Po pierwsze nasi zabójcy stali się
nieśmiertelni i za niewykonanie zadania grozi im co najwyżej kilka
dni urlopu spowodowanego jakąś ciężką raną. Nie możemy również
w żaden sposób wpływać na wygląd naszych bohaterów, a posiadane
przez nich umiejętności i żywotność zwiększają się po prostu,
gdy ci awansują na kolejne poziomy.
Kolejną wielką
innowacją w grze są świetnie zaprojektowane bitwy morskie. Connor
może przejąć ster własnego okrętu o wdzięcznej nazwie Aquila i
ruszyć wraz z załogą na podbój Atlantyku. Jeszcze nigdy w żadnej
grze komputerowej pływanie statkiem nie było tak przyjemne. Można
śmiało powiedzieć, że sama mechanika bitew morskich czyni z
Assassin's Creed 3 najlepszy symulator korsarza dostępny na rynku
(teraz oczywiście pierwszeństwo ma Black Flag). Szkoda tylko, że
okręt to jedynie dodatek, a bitwy rozgrywane są na zamkniętych
poziomach. Mimo to, walka na morzu świetnie sprawdza się jako
odskocznia od misji rozgrywanych na lądzie.
![]() |
Aktywności nie brakuje. Gry planszowe stanowią miłą odskocznie od reszty rozgrywki |
Świat gry, niestety nie w pełni
otwarty, składa się z dwóch dużych miast oraz wielkiego
pogranicza, w którym roboty zawsze jest co niemiara. Na spornym
terytorium znaleźć możemy kilka mniejszych lub większych
miasteczek, a olbrzymi jak na standardy serii teren pokryty jest
lasami pełnymi różnych charakterystycznych dla tego rejonu
zwierząt. Dodatkowo większość lokacji zwiedzać możemy podczas
dwóch zupełnie skrajnych pór roku, co sprawia, że zmieniają się
one często nie do poznania. Możliwości, jakie oferuje ten ogromny
świat, jest tak wiele, że nawet ciężko je wszystkie wymienić, a
zaliczenie gry na 100% to zabawa na kilkadziesiąt godzin.
Oczywiście, jak na taką skalę projektu przystało, gra
pełna jest niedoróbek i bzdurnych rozwiązań. Mamy tu, dla
przykładu, możliwość dostosowania wyglądu naszego bohatera,
jednak niezależnie od tego, jak pomalujemy naszą szatę, Connor w
cutscenkach zawsze będzie miał na sobie tę w domyślnym kolorze.
Misje związane z główną fabułą często wykorzystują kiepski
model śledzenia, co po kilku godzinach gry może doprowadzić do
frustracji. Podobnie sprawa ma się z zadaniami ochrony konwojów,
podczas których musimy gnać na złamanie karku w dowolne miejsce na
pograniczu, tylko dlatego że ludzie odpowiedzialni za ochronę
naszego dobytku nie potrafią poradzić sobie z kilkoma żołnierzami.
Okno wytwarzania i handlu woła o pomstę do nieba; ilość kliknięć
potrzebna do wysłania konwoju może przyprawić o ból głowy.
Assassin's Creed 3 jest grą trudną do oceny. Niby jest tu
wszystko, co w takiej grze być powinno, jednak od początku do
samego końca ma się wrażenie, że wiele rzeczy można było zrobić
lepiej. Mimo wszystko, przy tytule bawiłem się całkiem nieźle i
mogę go szczerze polecić wszystkim fanom Assassin's Creed, jak i
ludziom lubiącym długie i wypchane zawartością produkcje. Mam
tylko nadzieję, że Ubisoft nie zrazi się kilkoma słabszymi
ocenami i teraz nieco bardziej konsekwentnie rozliczy się z marką
dając nam w pełni dopracowany i przede wszystkim równy produkt.
Podsumowanie:
Plusy
+ wypchana zawartością
+ powiew świeżości dla serii
+ świetnie wykorzystuje
niedopowiedzenia historyczne
+ nowy silnik daje radę
+ bitwy
morskie
+ pory roku
+ rozbudowa osady
Minusy
- wciąż zbyt łatwa
-
trochę niewykorzystany potencjał
- Connor zamiast Haythama
-
dziwne rozwiązania gameplayowe
- powtarzalne misje główne
-
nieco niedopracowany handel i ekonomia
Ocena
8.5/10
Tekst dobry, fajnie się czyta. Jeżeli chodzi o tę część gry to niestety, ale nie przypadła mi zbytnio do gustu. Jednak statki, rewolucje amerykańskie i strzelanie to nie moje klimaty wole starsze części. Przy tej okazji zapraszam do sprawdzenia mojej recenzji z pierwszej odsłony owej gry ;)
OdpowiedzUsuńhttp://stertagier.blogspot.com/2014/09/nic-nie-jest-prawdziwe-wszystko-jest.html